MACIEJ TAMKUN - GALERIA OBRAZÓW

Obrazy Macieja Tamkuna są syntezą emocjonalno-mentalnych dociekań wyrzuconych z autorskiej pamięci malarskim gestem. Usymbolicznienie odbywa się więc dosyć bezwiednie aczkolwiek kontrolowane malarskim smakiem. Stąd wkraczając w malarski świat Macieja Tamkuna powinniśmy pamiętać, że jest to teren prywatny, gdzie autor nie musi odpowiadać na pytanie - dlaczego!
Mieszkaniec Kaszub. Artysta wiecznie poszukujący, hołdujący maksymie Goethego, według której człowiek nie powinien być, lecz stawać się. Malarz, ilustrator książek i poeta. Prezes Bałtyckiego Stowarzyszenia Marynistów Mare Nostrum Im. Antoniego Suchanka. Członek Związku Polskich Artystów Malarzy i Grafików. Z wykształcenia jest teologiem (ATK), historykiem (UG) i surdopedagogiem, zalicza się do tych artystów, którzy swoje działania twórcze poddają zawsze intelektualnej refleksji. UHONOROWANY ODZNAKĄ " ZASŁUŻONY DLA KULTURY POLSKIEJ"
MACIEJ TAMKUN - an artist, a painter, born on 1st May, 1955, in Jeziorany, in Poland. Currently, he lives in the city of Reda near Gdynia. He is the artist with an 40 years apprenticeship who deals mainly with an easel, oil painting. In 2014, he was the winner of prestigious award of The Ministry of Culture and National Heritage-an honourable medal - The Deserved for the Polish Culture. For the year of 2014, Maciej was awarded Skra Ormuzdowa by Pomeranian environment for spreading values deserving the public respect, creative passions, propagation Cashubian culture and other pomeranian. Tamkun achieved all levels of self- government attention. In 2012, for his achievements in the field of artistic creativity and popularizing culture Maciej was given a medal for the Contribution for Wejherowo County and an Award of The Mayor of Reda City. He is the member of Polish Association of Artists and Graphics. Maciej is also the president of Baltic Society of Marines Mare Nostrum named Antoni Suchanek. He is a retired teacher and an educator. In his artistic work, he is in possession of 35 individual of the expositions and around 60 collective. He participated in around 90 exterior open airs. He is also an essayist, a scientist publicist, a poet and the illustrator of books. Throughout his whole life, he has reflected on unique luminous phenomenon, coloristic and contrast tables characteristic of pure and simply polish culture. For many years he has been fascinated with the painting of Polish Kapists. On the creative meetings, he often tells about how the painter can be influenced by the surrounding, the atmosphere of the landscape, the sun angle, the brown saturation of the Earth colour, the color of the sky and the background of flora. He can define the painter’s quality, attractiveness and the character of the taken motive in only few words. He marvels at the virtue, contrast and subdued colored range.

POEZJA MACIEJA TAMKUNA


ZWĄTPIENIE I NADZIEJA
Zwątpienie i nadzieja wyrastają z tego samego pnia
Osadzonego na brzegu przepaści
Pomiędzy wrażliwością a intelektem
  Jestem pewien że dusza jest z przodu
  Obolała pierwsza napotyka przeszkody
  Nigdy nie regeneruję się
Nadaremnie szukam ukojenia w malarstwie
Źródle niewyczerpanej rozkoszy
Ale tylko dla wybranych odbiorców
  Nawet sex bywa przesolony
  Jeśli dusza wcześniej zasypia
  I przeraźliwie chrapie
Gdy wyją zgłodniałe wilki
Milszą muzy
Wówczas gaszę telewizor
  Jeśli jedna z muz chwyta mnie w objęcia
  To nawet w tłumie najbliższych jestem samotny
  Wtedy zwątpienie i nadzieja walczą ze sobą.


MYŚLI MOJA
Myśli moja
Duszy zwierciadło
Leć jak gołąb biały
Z dala od jastrzębia szponów
Wznieś się wysoko
Nad różaniec gwiazd
Tam gdzie mieszka Pantokrator
Myśli moja
Pokusami targana
Mów mi co będzie
A nie tylko co było i jest
Mów mi jak będzie
Kiedy przekroczę próg ziemskiego domu
Mów mi kiedy będzie
Koniec ziemskiej udręki
Myśli moja
Mów mi o tym
Że to wszystko ma sens
Mów mi o raju utraconym
I o miłości
Której nie można dotknąć.


NON OMNIS MORIAR
Non omnis moriar
Cząstka duszy zostanie
Na starych fotografiach
W pamięci bliskich
W chryzantemach na grobie
W zapisanych wierszach
W namalowanych obrazach
          Non omnis moriar
          Cząstka duszy zostanie
          Aż do czasu kiedy
          Fotografie pożółkną w zapomnieniu
          Bliscy odejdą na zawsze
          Zabraknie chryzantem na grobie
          Pójdą w zapomnienie wiersze
          Obrazy staną się anonimowe
Omnis moriar
Aż zgaśnie światło
Ikonograficznego zapisu
Wielu radosnych i bolesnych zmagań
Ze samym sobą.

ZDUMIENIE
Zdumiewam się
Kidy patrzę na kamień polny
Przyniesiony jęzorem lodowca
I wyszlifowany minionym czasem
Zdumiewam się
Kiedy słucham śpiewu ptaków
Jak mistrzowskiej symfonii
Zdumiewam się
Ogromnym wszechświatem
I drobinką piasku
Zdumiewam się
Moim zdumieniem
Którego nie rozumiem.
                                                       
NIESPEŁNIONY CZS
Rytmicznie
Zegar odlicza sekundy
Minuty i godziny
A kalendarz liczy dni
Tygodnie i miesiące
Panta rhei
Machina czasu pędzi
Szybciej i coraz szybciej
Nic i nikt
Nie jest w stanie zatrzymać
Pędzącego pociągu wieczności
Jedynie ludzkie istnienia
Wypadają z wehikułu bezmiaru
Na zakrętach ludzkich dramatów
Zatrzymując swój niespełniony czas.
                                                       
RAJ UTRACONY
Każdego dnia
Po kawałeczku
Znajduje raj utracony
Tęsknię za Pełnią
Za wszechogarniającą Transcendencją
Za Miłością Prawdą i Pięknem
To wszystko znajduję
Na kawałeczku polany
W ciszy
Wśród drzew i śpiewu ptaków
Z dala od zgiełku i nienawiści
Każdego dnia znajduję raj utracony
Tam naprawdę nie ma ludzi.
                                           
ZAPACH WIOSNY
Witaj poranku złoty
Pachnący wiosną
Wschodzącego dnia
Witaj roso kryształowa
Na świeżych pąkach listowia
Witaj błękicie nieba
Z barankami bieli cumulusów
Wiosna eksplodowała paletą kolorów
Zwiastowana kluczem kormoranów
Na pamięć powstającego życia
I na pożegnanie ciemności bólu.
                                               
IKONA
Pantokrator Nauczyciel Świata
Przenika wzrokiem moją duszę
Ciągle patrzy i przemawia
Do mojej wyobraźni
Odpowiadam modlitwą i miłością
Czasami złością i bluźnierstwem
Bo tylko tak można wygrać życie.
                                             
PRZYGODA ZIEMSKA
Krople rosy o poranku spływają
Jak łzy udręczonego pielgrzyma
Budzą się kolory tęczy
A przestrzeń światło obleka
Morska fala leniwie wyznacza rytm dnia
Krzyki mew o brzasku rozdzierają ciszę
Noc zamyka znużone powieki
Wstaje dzień ze swoimi problemami
I tak bez końca
Dzień noc jasność ciemność
To odliczanie czasu
Naszej przygody ziemskiej
Przez zegarmistrza świata. 
                                               
ZAGUBIONA DROGA
Zimny deszcz napluł mi w twarz
Indygo nieba skrywa radość dnia
Samotność dokucza jak ból zęba
A serce rozrywa tęsknota za miłością
Na horyzoncie promyk słońca wygląda
Spod ciężaru ciemnych obłoków
Jest nadzieja której już nie chcę
Moje sny prorokują
Zimny deszcz zastąpią słone łzy
Radość dnia przysłoni beznadzieja
Samotność będzie hałaśliwym jarmarkiem
A miłość niewolą duszy
Chyba zgubiłem drogę.
                                       
MOJA DUSZA
Czemuś jesteś zgnębiona
Moja duszo
I czemu jęczysz we mnie (Ps 43,5)
Jak Demeter opiumowa pani
Pozbawiona białych plonów
Szalona bezwstydna i przepiękna
Duszo moja
Czemu jesteś samotna
Wśród tylu dusz
I płaczesz łzami rozpaczy
Duszo moja
Nie jesteś obolała
To świat oszalał
Ludzkim pragnieniem sukcesu.
                                     
PRZYCHODZI I ODCHODZI LATO
Lato przekomarza się we mnie z Matką Naturą
Moja zgnębiona dusza sprawiedliwie rozstrzyga
Co nadzwyczaj zachwyca jako piękne a co nie
Umęczona i wiecznie walcząca Matka Natura ma rację
Cudowne piękno to Jej ukochane dziecię
Brzydota to kukułcze jajko głupoty
Gorące lato przychodzi w odwiedziny i odchodzi
Jak zalękniony i niewierny małżonek
Zaglądający do Matki Natury z bukietem kwiatów
I tak będzie zawsze aż brzydotę pochłonie kosmos.
                                         
NIE CHCIANA MODLITWA
Naucz mnie Boże być
Być dostrojonym
Do iluzji ludzkiego świata
W którym mnie ciasno
Boże
Przecież tego nie chciałeś
Człowiecza wolna wola
Nieracjonalna
Boże
Jak mnie nauczysz być
Nie zamknę oczu.
                                               
PIĘKNO I SZTUKA
Istnieje wcielenie Boga w świat
Piękno jest Jego znakiem
Z bólu powstało
Z Golgoty
Pieczęcią dokonania piękna
Jest sztuka
Bez niej
Wiara w Architekta Świata
Traci sens.
                                             
GDZIEŚ STARBIENINO
Nie szukałem Starbienina
Ja je znalazłem
Na stoku kaszubskiego wzgórza
Z dala od ludzkiego zgiełku
Z historią zaklętą w kamieniach polnych
Gdzie słońce z deszczem przekomarza się
Co dzisiaj co jutro
Jakby nigdy świat nie poznał Einsteina i Newtona
Znalazłem Starbienino
Gdzie noc zwiastuje udany dzień
W cieniu dworskiej jabłoni
Czas wracać
Do rzeczywistości.
                                           
NARODZINY
Witaj ludzka przygodo
Witaj pasmo udręk
I szczęście
Zawsze o krok loterio
I wszechnico poznania
Witaj rodzino i przyjaciele
Ziemio i powietrze
Góry i doliny
Zimo i lecie
Wszystko co żyje
Kolory i dźwięki
Witaj życie bardziej bolesne
Od śmierci.
                                             
WIATR KOSMOSU
Słowo ze Słowa zagrzmiało
Jak sto ryczących wulkanów
I wszystko wokół powstało
Dobre i miłe Panu
Ruszyła pielgrzymka z Edenu
Jak rydwan pana Rodosu
Popłynął okręt wielkiego Akwenu
Gnany wiatrem Kosmosu
Błysnęło światło za Światłości
Dokonała się miłość z Miłości
Tchnienie Ducha ale i pustka
Zło bez czasu określonego jak wówczas
U początku z niebytu bez dna i wieka
Tylko On sam wciąż czeka i czeka
Kiedy głowa starego pytona
Dobrem przezwyciężona skona
Lecz stał się Cud Niebieski
Prosto z Góry Trzech Krzyży
Gdzie trysnął strumyk chyży
Dokonuje się piękno z Piękna
Jak dzieło mistrza Cypriana
Dobro z Dobra pęka
Jak czyn Maksymiliana
A prawda z Prawdy wypływa
Jak słowo Papieża Pielgrzyma
Tylko grzesznik się naigrywa
A niedowiarek zżyma.
                                           
 
SENS ISTNIENIA
Moja metanoia
Ciągle trwa
Od zwykłego ukłonu
Przez miłość
Do agape
Moja metanoia
Ciągle wzrasta
Od zwykłego śniadania
Przez wspólny obiad
Do uroczystej kolacji
Moja metanoia
Ciągle mnie zmienia
A ja zmieniam sens istnienia
Do którego
Już nie mam prawa.
                                                 
OBUDZONY W MATCE
Czemuś mnie w Matce obudził
I miłością napełnił?
Czy nie po to bym wśród ludzi
Twą wolę wypełnił?
Czemuś mnie do domu zaprosił
I ucztą przywitał?
Czy nie po to bym Cię w sercu nosił
I o drogę pytał?
Czemuś mnie do cienia przywiązał
I w świetle zanurzył?
Czy nie po to bym w sztuce podążał
I Tobie służył?
Czemuś?...
                                           
WOLNOŚĆ
Wolność
To chcieć mieć czyste sumienie
A nie
Totalne rozluźnienie
Bo
Istotą człowieczeństwa
Jest
Dopasowanie sumienia
Do Prawdy.
                                             
JAK DŁUGO?
Milczę
Kiedy krzyczą inni
Myślę wtedy
Zła nie ma
Jest tylko brak dobra
To nic
Moje widzenie świata
Jest bezpośrednie
Bez zwierciadeł
Bez mgły
I kolorowych szkiełek
Milczę
Jak długo?
                                         
WENA
Na skraju dnia
Ciemność spadła z nieba
Szarość mroku zgasiła kolory
Wybiła moja godzina
Spokój ogarnia moją duszę
Wzmocniony kompletą
Chwytam za pióro
I układam świeże słowa
Wylewam z siebie
Cały dorobek duszy
Aż do dna
Pusty
Odkładam siebie do snu.
                                             
FILOZOFIA
Kim jestem
Dokąd zmierzam
Czy mój pojazd
Jest ciągnięty
Czy pchany
Nie wierzę w perpetum mobile.
                                             
PRAGNIENIE
Najpierw Bóg
A później stworzyła mnie Ewa
Jakby na nowo gotowego do miłości
I poświęceń
Trzeci raz stwórcą było pragnienie
Dobra Prawdy i Piękna
Czwartego już nie będzie
Czas oddawać to co dostałem
Aż zobaczę dno pokryte ze złota
Z furtą do wieczności.
                                         
AGAPE
To całe moje pragnienie
Być wolnym od złych zamiarów
I zaznać świętości Agape
To sens życia
Złoty punkt na horyzoncie
Ciągle daleko
Ale i blisko
Czas istnieje tylko w zegarku
A przestrzeń na mapie
Agape istnieje naprawdę.
                                       
GDZIEŚ DALEKO
Gdzieś daleko
Dzieci umierają z głodu
A ja wspominam
Dobre dzieciństwo
Gdzieś daleko
Strzelają do braci
A ja kocham życie
Również innych
Gdzieś daleko
Spadł samolot
Zawalił się dom
I spalił las
Gdzieś daleko
Może być blisko.
                                               
MOJRY
Moje Mojry mówią:
„Nil desperandum-
Apollo jest przy Tobie”
Ale ja nie chcę
Wolę spacer po lesie
Albo spoglądać w niebo
Moje Mojry mówią:
„Śpij- bo o świcie
Wena Cię dopadnie”
A ja zasnąć nie mogę.
                                           
SŁOWA
Chwała dla słowa
Które wyraża miłość
I daje życie
Chwała dla słowa
Które niewypowiedziane
Wyraża ludzkie czyny
Chwała dla Słowa u Jana
Które było na początku u Boga
I wszystko przez Nie się stało
Lecz
Słowo może też zabić
Jak strzała zatruta
Może też zgładzić
Jak bomba atomowa
Oszczercze słowo
Wyplute z ust szaleńca
Boli i uśmierca
Czasem powoli
W mękach okrutnych.
                                     
PŁACZ
Oczy ku światłu strzelają
W swym pragnieniu błagalnym
Zbyt daleko ale też i blisko
Uszy zbierają dźwięki przeraźliwe
Ręce dotykają kształtu piekącego
Stopy stąpają po ziemi spękanej
W tym zgiełku ucieka wolność
Wnętrze  rozdarte niepokojem
Podąża ku Nadziei
Chylę czoło
Składam ręce
Płaczę.
                                         
ZŁOTY LISTEK
Wiatr uniósł listek złoty pachnący słońcem
Posadził go na mym ganku w cieniu gontu
Wiatr ustał w ciszy
A listek leży jak martwy
Bezużyteczny samotny
Czeka w słońcu i deszczu
Na przyjście innego podmuchu
Który podniesie go wysoko
I znowu położy
Aż pochłonie go ziemia.
                                   
PADA ŚNIEG
Płatek śniegu
Arcydzieło od Boga
Kołysze się z błękitu nieba
Błyszczący niczym diament
Do czasu
Aż spadnie na ziemię
I zginie
W masie białej hałdy
Albo zgaśnie
W zimnym potoku
Nie żal
Bo zaraz następny
I jeszcze kolejny
Tysiące miliony
Nieskończoność przemijania.
                                         
CHCĘ MALOWAĆ
Chcę światłem zwyciężyć ciemność
Jak Caravaggio
Chcę żywym kolorem oblec świat
Jak Tycjan
Chcę ulec prostej melancholii
Jak Malczewski
Nie chcę umierać w snach
Jak Beksiński
Nie chcę liczyć zmarnowanego czasu
Jak Opałko
Ani nożem rozdzierać płótna
Jak Podkowiński
Po prostu chcę malować
W każdej chwili
Nawet w myślach.
                                               
PORA NA MNIE
Przyszła pora na mnie
Zawierzyłem Matce
To szczyt mego człowieczeństwa
Dochowałem wierności
Również sobie
Tylko świat zwariował
Z pośpiechu
Zapominając
Skąd i dokąd idziemy
Martwi mnie
Moja frasobliwość
Aż do bólu
Już zostawiłem
Zimną przeszłość
Zawiązałem tobołek
Dobrych rzeczy
Idę
Nie szukam
Ja znajduję
Polną drogę
Bez końca
Wśród łanów zbóż
I strumyków wody
Aż do wieczności.
                                   
BRAT UBOGICH
Być dobrym jak chleb
W swoim człowieczeństwie
To powołanie każdego
Ubogiego i ubóstwionego
Tak jak Brat Albert
Anioł wiecznej dobroci
Który przez miłość
Upodobnił się do Pomazańca
Przekraczając kolejno
Bramy Piękna
Prawdy i Dobra
Ku dorodnemu Krzewowi Gorczycy
Kwitnącego złotymi kwiatami
Z którego Królewskie Pszczoły
Zbiorą słodki nektar
Aby nakarmić ubogich.
                                       
MOC PRAWDY
Trzeba bronić prawdy
Tylko ona nie zawstydza
Zamykam się
W modlitewnych przestrzeniach obrazu
Usiłuję poskromić własną niepokorę
Dzień za dniem
Zapełniam białe płótno
Zgłębiam istotowość
Uczę się prawdy
Dzień za dniem
Między jutrznią
Nieszporami i kompletą
Ożywiam kolory
Zapalam światło słońca
Zabiegam o moc trwania
Moich obrazów
Tylko w prawdzie jestem umocniony.
                               
PLUGAWE SŁOWA
Najlżejszy wiatr mnie porusza
Najsilniejszy nie złamie
Nikt mnie do wiary nie zmusza
Objawione nie kłamie
Ziarenko piasku mnie wzrusza
Największy kamień nie przygniecie
Jest coś co z sensem porusza
Każdy byt na świecie
Czego się boję?
Jest coś nieprawe
Coś co nieczyste
To słowa plugawe
I upodlenie mowy ojczystej.
                                 
ZROZUMCIE MOTYLA
Jestem myślami w sobie
Penetruję labirynt duszy
Gorącej z tęsknoty
Za tym co już było
I jeszcze nie
Gorącej duszy z miłości
Do tego co jest
Zimnej
Dla tego co nieobecne
W mojej pamięci
Jestem sobą w myślach
I jestem myślami w sobie
Ciągle karmię duszę
Patrzeniem na świat
A ręka moja rozsiewa
Wytwór myśli sekretnej
Tylko w ten sposób
Mogę rozmawiać
Chcecie
To uwierzcie
Ale najpierw
Zrozumcie MOTYLA.
                     
JEDEN CZAS
Dawno to teraz i potem
Książe świętych Adalbert
Wciąż zaprasza do domu
Gdzie mieszka Ojciec
Jego silne ramię Atlasa
Podpiera naszą modlitwę
Dawno to teraz i potem
Jest tylko jeden czas
Który wędrując
Dawno
Przy świetle łuczywa
Teraz
W jasności żarówki
I potem
W blasku Prawdy.
                       
ŻYWYŚ NORWIDZIE
Norwid szepnął mi do duszy
„A przecież żywym”
ŻYWYŚ
W zakątkach każdej wolności
W słowach pachnących miłością
I w pamięci pielgrzyma
SIĘGASZ
Najodleglejszego eremu
Gdzie nadal Twoje łzy
Zmywają niepamięć ciemności
ŻYWYŚ
Przez Twoje słowa prawdy
Gdzie nadal pyton-stary potępiony
A energumen zawstydzony
ŻYWYŚ
Bo dziewięć panien
Nie straciło na urodzie.
                                   
MAL DU SIÈCLE
Mal du siècle
Chyba to sen
Albo
Wagon Apokalipsy
Może
Wystarczy posłuchać Bacha
Obejrzeć Tycjana
Przeczytać Norwida
Czy też
Zaprzyjaźnić się z jaskółką
Porozmawiać z ogrodem
Nosić uśmiech na twarzy
Mal du siècle
Zbyt proste
Fałszywe
Prawdziwy brat
Nie idzie
Jest drogą Drogi
Prawdziwy brat
Uczy się umierać
A nie zabijać
Prawdziwy brat
Przekazuje znak pokoju
To nic że
Mal du siècle
Wołajmy Pana.
                               
DO JACKA MALCZEWSKIEGO
Twoja sztuka
Dowodzi nieśmiertelności
Nawet Thanatos
Przewrotnie piękna i naga
W swej alegorii
Budzi zaufanie
A ciągle pielgrzymujący Tobiasz
Pchany radą Rafała
Zdaje się iść bez końca
Siejąc nadzieję i wiarę
W to co nastąpi
Ś W I A T Ł O Ś Ć
Spływająca na nas
Jak ołtarz złotego dnia
Którego jestem bratem.
                       
PSALM NA JUTRZNIĘ
Wielbiąc Pana
Będę malować obrazy
Nie zakopię talentów
Pójdę do lasu
Całować drzewa
Zdejmę z nich zielenie
Zaśpiewam Psalm 8
Wielbiąc Pana
Napiszę wiersz
Nie obrażę słów
Pojadę na wieś
Do starej chaty
Krytej szarym gontem
Zawołam do studni wierszem
Pan mi odpowie echem kosmosu
O będę wielbić Pana
Uściskiem kolan w modlitwie
W ofierze złożę
Dzień po dniu
Choć w bólu
Prosząc
O światło weny.
                           
WINNICA CZYSTYCH SERC
Gwiazd Różaniec
Paciorków tajemnicy
Widzę otchłań
Bezkresnej winnicy
Gdzie kiść winogrona
Z czystych serc
Upleciona
To świętych dusze
Naznaczone
Chorałem świecą
Oddechem wiatru
Złote liście strącają
A słonymi łzami deszczu
Zmywają swe groby
Ziemskiej udręki.
                                 

TAM GDZIE RÓŻE WZEJDĄ
Tam gdzie róże wzejdą
Nie zakwitną osty
Tam gdzie Ewangelia żywa
Próżność nie zazna miejsca
A tam gdzie Eucharystia
Jest mój Dom
    I miłość zniszczy zło
    I śpiew skowronka
    Zagłuszy burzę
MIŁOŚĆ
To nie rumieńce na twarzy
Ani szybsze bicie serca
MIŁOŚĆ
To kruszynka chleba
I miarka wody
Dla spragnionego
I kropelka łzy
Nad grobem przyjaciela
MIŁOŚĆ
To wspólna wigilia
I złożone ręce w modlitwie.
                                   
POEZJA JEST WE MNIE
Gdzie jesteś Gwiazdo Północy?
Bez twarzy i woni.
Czy to tylko kropla rosy,
Czy sto słońc goni?
Gdzie jesteś czasie miniony?
Bez konturu i ostrości.
Czy to sen zgłębiony,
Czy stan realności?
Gdzie jesteś moja Miłości?
Bez skazy i zmazy.
Czy to chwila radości,
Czy stan ekstazy?
A może,
Wszystko jest we mnie,
W sercu mym gości.
Czy to poezja drzemie,
Czy inny stan świadomości?
Gdzie jesteś poeto?...
                                 
ŚWIĘTE TWARZE
Stary Wojciech ramieniem
Podparł wiarę przodków
Nowy Wojciech czynił pokój
Jak Biały Anioł
Odwrócił bieg rzeki krwawej
Czas powiela święte twarze
Stary siał Dobro
Prawdę i Piękno
Na żniwo synów pokoleń
Nowy jak żniwiarz
Wśród łanów zbóż
I ogrodnik w winnicy
Doglądał owoców
Obydwaj w cierpieniu odeszli do Ojca.
                                -----------------
EWIE
Ewie poświęcam
Wiersze i obrazy
Całe moje życie
I pamięć
Panta rhei
Jak Arka Noego
Ze wszystkim
Co dobre
Stałe
I zmienne
Czy zdążę
Na ten okręt
Ewie poświęcam
Moje milczenie
Miłość
I pamiętnik
Sekretny
Ewa
To mój Anioł Stróż
Prawdziwy
Ewie poświęcam
Pamięć
O tym co było
O tym
Co będzie jeszcze
Płacz i ból
Śmiech i radość
I Bóg wie
Co jeszcze
Ewa
To moja żona.


WALENTYNKI
Moje walentynki
To nie jeden dzień w roku
To codzienność
Trwania razem
W radości i bólu
W trudzie i beztrosce
Na dobre i złe
W bezgranicznym zaufaniu
Moją walentynką jesteś Ty.


IDŹ PO SZCZĘŚCIE
Bóg dał Ci wolną wolę
Jesteś panem własnego losu
Jego autentycznym twórcą
Malarzem piękna
Poetą słowa
Sędzią prawdy
Piewcą dobra
Idź po szczęście
Choćby droga długa
Ciężka i kręta
Idź
Nie zawsze dojdziesz
Ale sama pielgrzymka
Może być piękna
I szczęśliwa
Idź.


AMICUS VERUS EST RARA AVIS
Ileż dobrej energii chłonę
Od przyjaciół pięknem natchnionych
Świecących blaskiem neonu skrzydeł
Jak ważki na Bożej łące
Tylko kwiatów widokiem upojonych
Kojących pieczenie mych oczu
Od łez płynących strugą
Cóż warte życie bez przyjaciół
Radujcie me serce
Amicis verus est rara avis.


DROGA DO SZCZĘŚCIA
Budda nawoływał
Aby wyzbyć się wszelkiej żądzy
I nie pragnąc niczego wstąpić w nicość
Którą nazwał nirwaną
Uczniowie Chrystusa zostawili wszystko
I poszli za Nim
Czy to jedyna droga do szczęścia
Ciągle o to pytam.
WOBEC WIECZNOŚCI
Krótkie nam życie przez naturę dane
Ale pamięć życia wieczna
Uwięziona w starych murach
W obrazach i wierszach
Również w stertach śmieci
I oszczerców słowach.


DO POLITYCZNEJ BRACI
„Rzeczą ludzką jest błądzić
Głupców trwać w błędzie”
W nieroztropnym trwaniu
Już zapomnieli
O Bogu
  Honorze
    I Ojczyźnie
Rządni igrzysk
I okrzyków oszalałego tłumu
Patrzącego na rozszarpywane ofiary
A kto po zawodach posprząta
Zmyje krew i zamknie wrota
Aby rozpocząć następne igrzyska
Już Cyceron zauważył
Że
Nie ma nic bardziej nieznośnego
Jak głupiec któremu się powodzi.


BYĆ POETĄ
Pochylony nad książką
Usłyszałem słowa poety
„Urodziłem się jako wielość
Umarłem tylko jeden”
Dorastamy z wieloma szansami
Które ulegają z wiekiem ograniczeniu
Z korzyścią dla pięknej starości
Być poetą w swym człowieczeństwie
Ograniczonym różnymi możliwościami
To być poddawanym ciągle i nieustannie
Różnym dramatycznym próbom ciemności
Także wędrującym do źródeł czasu
Osaczonym przez tajemnice
I absurdalne siły zewnętrzne
Wreszcie uwikłanym we własne sprzeczności wewnętrzne
Powiem za Apollinairem
„Nieznane głębie świadomości
Jutro zostaną przeszukane
Któż może wiedzieć jakie stwory
Wydobędziemy z tych przepaści
I wszechświat cały razem z nimi”
Być poetą.


NATCHNIENIE
Codziennie wypijam pachnącą kawę
Kontemplując „une vie de chien”
Tylko przygnębienie rodzi złotą myśl
Natchniony zasiadam do sztalug.


PYTAM OJCA KRĄPCA ODPOWIADA VAN GOGH
Ojcze
A o czym mówi sztuka
Czy sztuka mówi o niemożliwości mówienia
Czy twórca jest niemową któremu udaje się przemówić i dlatego tak wstrząsa
Czy sztuka dowodzi nieśmiertelności
Ojcze
A może sztuka ucieleśnia nasze sny
Odpowiedzi nie ma i nie będzie
Przekaz sztuki przewyższa mowę
A kim jest twórca
Ojcze
Dopiero patrząc na Siewcę van Gogha zadumałem się
Nad obrazem i losem twórcy
Zapewne zaskoczenie i zdziwienie są początkiem zrozumienia
Tego co jest piękne w sztuce
Ale nigdy nie do końca
Stąd niedosyt rodzący przygnębienie
Zatem twórca niesie talent niczym Syzyf
Nie bacząc na ból i pragnienie
Nagi i bezbronny
Ubogi jak Vincent van Gogh
W końcu zrozumiałem
Ale powiedzieć nie umiem.


SZCZĘŚCIE
Dręczy mnie pytanie o szczęście
Bogacze mówią za Menanderem
„Czyż cierpienie jest z życiem spokrewnione blisko?
Zbytkownemu wszak życiu towarzyszy, również
Sławnemu: z nędznym życiem do starości przetrwa”.
Biednemu szczęście bliżej
Bo w marzeniach wstawia sobie złote zęby
Oślepiając blaskiem uśmiechu
Ale bywa tak że szczęście nie mieszka w domu
Nijak się ma do zawartości sakiewki
Jak dalej mawiał Menander
„Ten, co ludzie na rynku szczęśliwcem go mienią,
Uchyl drzwi jego domu- po trzykroć nieszczęsny!
Żona tam rządzi, krzyczy, kłóci się, wojuje:
Ileż go rzeczy trapi- a mnie ani jedna”.
Bywa też że skrycie udręczeni są i sławni
Dla ogółu niewidocznie
Bo przysłaniają ich pyszne pozory
Gdzie szukać szczęścia kto odpowie.


URODZIWE PANNY
Powiem za Solonem
„Ale co do mnie, to ja nie chcę zamieniać się tak:
Cnotę za złoto, bo ona jest trwałym dobrem na zawsze.
Bogactw zaś zmienny los: ma je to tamten, to ów”.
A ja chcę weny i być zdrów
I Eurypidesa zacytuję
„O starcze, zazdroszczę ja ci!
Zazdroszczę każdemu, kto życie mógł wieść
Bez rozgłosu, nie znane, bez wstrząsów i burz”
A ja no cóż jak chwast wśród róż
Zdaje się z daleka zauważany
Bo przez siedem panien ja ci nękany
A wszystkie urodziwe i mają zalety
I ta od pióra i ta od palety
Ostatnio zbliżyła się cyfrowa dama
Walczy o prymat dawniej nie znana
Czarna boleści chmura mnie spowiła.


PYTAM SIEBIE CO TO TAKIEGO ŻYCIE
Już doświadczyłem
Że życie jest mieszanką bólu
Pożądania i wolnej przestrzeni
Co się zowie WOLNOŚCIĄ
Albo wagą dla sumienia
Choć życie bardziej boli od śmierci
To uzależnia od chęci trwania
Sama natura dla nas sędzią
Sprawiedliwym i surowym
Bo wicher silne drzewa głaszcze
A wiotkie łamie
Sprawiedliwie dzielić życie
To nie znaczy równo
I dla każdego tak samo
Nikt nie rozdaje walorów życia
Już doświadczyłem
Że być szczęśliwym w życiu
To trwać w zgodzie
Z PRAWDĄ DOBREM I PIĘKNEM
To klucz do zapełnienia
Przestrzeni WOLNOŚCI
Ale tylko przez nas samych.


ŻYCIE BOLI
Życie bardziej boli od śmierci
Ale warto brnąć w gąszczu udręk
Aby wpisać się w historię kosmosu
Na pamięć wszystkiego co żyje
W zgodzie z odwieczną naturą.
TRADYCJA TRWANIA
Pamiętajmy o tych
Co też pamiętali
W tradycji trwania
I umiłowania do bliźnich
Od początku do końca
Naznaczonych pieczęcią grobów
Zroszonych kroplami łez
I oświetlonych łuną zapalonej świeczki.


WIATR PISZE ELEGIĘ
Wiatr pisze elegię
Na śmierć
Opadłych liści
A deszcz
Wybija rytm smutku
Szarość zagląda
Przez okno
Chyba
Tak już musi pozostać
Z bólem
Piszę wiersz
Mojej zgody
Na życie
A może powstaliśmy
Z nieba
Skoro tu na ziemi
Tak nam ciężko.


KTÓŻ WIE
Mądrość Plutarcha targa struny mojej duszy
I na sumieniu mym zagrała
Na bieg rzeczy nie warto się gniewać
Któż wie
Czy Absolut do dnia dzisiejszego doda jutro
Na pewno nie odejmie wczoraj
Dlatego biorę dzień szczodrze w objęcia
I wylewam łzy szczęścia
Poezja jest jeszcze
Miłe są dzieła Muz
Dobrą niosących nam myśl
Ze miłość do próżni często zagląda.



Dziecięca radość istnienia

Promyki słonecznego dnia
Dają mi dziecięcą radość istnienia
Codziennie patrzę z zachwytem
Jak światło maluje dzień
Feeria barw eksploduje
Żywa galeria cumulusów
Nagradza mój smutek
Podobnie jak Kapiści
Usiłuję farbą stworzyć światło
I zatrzymać na obrazie
Tak żeby już nigdy nie zgasło.



CÓŻ SZARY CZŁOWIEKU
 
I cóż szary człowieku
Codziennie to samo
Wstań zrób zjedz kup
Znów ulica
Spiesz się i pędź
Anonimowy w tłumie
W szkole i w pracy
Automatyzm czynności
Strach
Wreszcie czas wyznaczył wieczór
A dusza wyzwoliła marzenia
Powróciła fala uczucie
I przeżycia złotego piękna
Nieważne że w ulubionych serialach
Krzyczymy
Chwilo trwaj
Zaczekaj nie odchodź zostań
Sen zaciera piękne ślady
A następnego dnia
I cóż szary człowieku
Spiesz się i pędź.


DO PRZYJACIELA
Piszę do Ciebie ten wiersz
Gdzie jesteś mój przyjacielu
Wiem od Safony
Że prawdziwa przyjaźń
Jest subtelną rozkoszą szlachetnych dusz
Dodam od siebie
Z ciałami na postronkach uwięzionymi
We śnie schodziłem uliczki Montparnasse’u
W gorączce pożądania
Zaglądałem w oczy napotkanym malarzom
Spotkałem Modiglianiego i Utrilla
Ale tam Ciebie nie było
Zasłuchany w MESSE EU SI MINEUR Bacha
Upojony solistów wirtuozerią
Nie rozpoznałem Twego głosu
Zawołałem do poety
KAMILU CYPRIANIE NORWIDZIE
Mój wielki ojczyźniany przodku
Chciałbym na pamięć
Umieć Twoje słowa tęsknoty
Przekroczyłeś próg twórczości
Dlatego byłeś samotnym
I w Tobie nie znalazłem przyjaciela
Choć darzę Cię uwielbieniem
Cisnę słowa przez łzy
Gdzie jesteś
Siadam pijany do sztalug
Szukam ukojenia w malarstwie
I w zielonym absyncie
Jestem na brzegu przepaści
Pomiędzy wrażliwością a intelektem
Między źródłem niewyczerpalnej i złudnej rozkoszy
A szaleństwem jak o Podkowińskiego
W tym momencie weszła żona z pachnącą kawą
Zawiesiłem na niej obłędny wzrok
Olśniony wykrzyczałem
ZNALAZŁEM
Wreszcie znalazłem to
Czego od dawna szukałem.


STAROŚĆ
Safona ma rację:
„Niestety starość łamie moje ciało,
na którym tyle niezliczonych zmarszczek,
a skrzydlaty Eros wciąż słodko wzdycha
gdzie indziej teraz”
I Mimnermos zajęczał:
„Ciężkie udręczeń i trosk brzemię starości dał Bóg”.
Rozpamiętuję młodość w czasie mglistym
gdzie powrotu już nie ma.
Nie istnieje przeszłość i przyszłość,
jest teraz.
Auzoniusz wzrusza ramionami:
„Po cóż mamy rozmyślać, czym jest starość sędziwa?
Lepiej znać życia treść, niż jego lata obliczać”.
A Ty Piotrze bramy nieba uchylasz,
zostawiasz niedomknięte
na wszelki losu wypadek.


AGAPELOGOS
 
Nasz intelekt nie jest w stanie pojąć własnej doskonałości
Gdyby było inaczej to bylibyśmy absolutami sami dla siebie.
PROLOG
Nic nie jest takie same jak wczoraj
Za wyjątkiem Absolutu który Jest ciągle teraz
Jako nieskończona i wertykalna Miłość
Której nie można wyrazić werbalnie
Nic nie jest kopią jutra
I nic nie jest takie same jak Architekt Świata
Vanitas vanitatum et omnia vanitas
Marność nad marnościami – powiada Eklezjastes
- wszystko marność
Czy jest możliwe by Byt Doskonały
Dla nas otworzył bramy Otchłani
To Pan daje śmierć i życie,
wtrąca do Szeolu i zeń wyprowadza. (1 Sm 2,6)
Jedni wjadą tam ścigaczami
Inni wejdą naćpani
A jeszcze następni na kolanach
Wszyscy tam dotrą
Bez możliwości powrotu
Czas odlicza dni
Jeden z nich będzie ostatni
Czy zastanawialiście się
Po cóż człowiekowi ten trud
Kreatywnego działania
Zaspakajania przyjemności
Kochania bliźnich
Albo
Siania nienawiści
Mnożenia absurdów
Masz wybór
Łzy rozpaczy są słone
A pocałunki słodkie,
Reszta nie ma smaku
Wszystko Agapelogos.
PRAWDA
Kłamstwa nad kłamstwami
Wszystko kłamstwa
Jak zaraza czają się na ludzką naiwność
Zewsząd oblepiają nasze członki
Śmierdzącą brudną mazią
Jak złe duchy obmacują nasze trzewia
Jak komary ujmują nam krwi
Jak szczury roznoszą dżumę
Płyną zewsząd
Ze stolicy
Z pańskiej zagrody
I z klepiska biedy
Kłamstwa nad kłamstwami
Wszystko kłamstwa
Wstydu nie macie
Do Boga ręce wznosicie
Wy niegodni jutrzejszego dnia
Dopóki jeszcze nie za późno
Odżegnajcie się od kłamstw
Z prawdą zawrzyjcie kontrakt
A wygracie życie
Będzie Wam lżej
Wasze oczy od oczu współbraci
Nie uciekną
A sen wygra z koszmarami
Jeśli mówicie prawdę
Nie musicie niczego pamiętać
Trzeba bronić prawdy
Tylko ona nie zawstydza
Prawda nad kłamstwami
Tylko prawda.
PIĘKNO
Brzydoty nad brzydotami
Wszystko brzydoty
Ohyda czai się wszędzie
Tandeta zalewa świat
Kicz zdobywa ściany
Szmira przykrywa nasze ciała
Beton zalewa miasta
Lasy plastikiem zasłane
Matka Natura ma rację
Cudowne piękno to Jej ukochane dziecię
Brzydota to kukułcze jajko głupoty
Patrzycie a nie widzicie
Nie wstyd wam
Brzydoty nad brzydotami
Wszystko brzydoty
Życie jest serią początków
Nie łańcuchem zakończeń
I nie odliczaniem
Ale liczeniem czasu
Dlatego jest takie piękne
I nadaje sens
Piękno jest tym
Co czujecie w duszach
I co odbija się w waszych źrenicach
Jest wszechobecne
Tylko trzeba chcieć je widzieć
Albo przynajmniej rozmyślnie nie zamykać oczu
Istnieje wcielenie Boga w świat
Piękno jest Jego znakiem
Z bólu powstało
Z Golgoty
Pieczęcią dokonania piękna
Jest ludzka wrażliwość
Bez niej
Wiara w Architekta Świata
Traci sens
Piękna nad brzydoty
Wszystko piękna.
DOBRO
Zła nad złem
Wszystko zła
Nienawiść ogarnia ludzkość
Jak ścierwo pleni zarazę
Dlaczego jesteśmy nienawistni
I jadem plujemy bez okazji
Przecież jesteśmy braćmi w gatunku
A ziemia naszym wspólnym domem
Dobro i zło walczą ze sobą
Jak najwięksi wrogowie
A ludzie ciągle patrzą beznamiętnie
I dokonują wyboru
Nie zawsze właściwego
Ciągle zadajecie głupie pytania
Na co by się zdało wasze dobro
Gdyby nie istniało zło
I jakby wyglądała ziemia
Gdyby z niej zniknęły cienie
Czym jest dzień bez nocy
Marny człowiecze
Zapewne wiecie co wybrać
Ciemność zostawcie
Podążajcie za światłem
Zostawcie cień dla zbłąkanych owieczek
Oni już cierpień doznają
Zła nad złem
Wszystko zła
Skądże macie wiedzieć
czy życie i śmierć
nie są jednakowo dobre
Stawać się naprawdę dobrymi ludźmi
jest rzeczą trudną
Istotą człowieczeństwa
Jest dopasowanie sumienia
Do Prawdy
Dobra nad złem
Wszystko dobra.
EPILOG
Powiadam Wam
Prawdziwa miłość da wam szczęście
Istnieje więc eros odarty ze skrzydeł
I agape w najdoskonalszej formie
To dwa rodzaje potrzebnych miłości
Które leżą u podstaw dwóch różnych odsłon
Horyzontalnej i wertykalnej
Eros platoński to miłość która kocha
To co uważa za warte miłości
Jest to miłość emocjonalna
Szalona i sentymentalna
Krucha jak sucha gałązka
Ulotna jak piórko na wietrze
Umykająca jak potok górski
Mamiąca zmysły i pobudzająca pożądanie
Nie przeganiaj Erosa
Nie dasz rady
Agape jest sumą prawdy piękna i dobra
Nie ma piękna jeśli w nim leży krzywda człowieka
Nie ma prawdy która tę krzywdę pomija
Nie ma dobra które na nią pozwala
Nie ma agape w bierności
I nienawiści
Są na ziemi cztery tajemnice
Cztery rzeczy niepojęte
Piękno dobro  prawda
I miłość agape
Która zstępuje do Was z góry
Od Niewyobrażalnego
I którą przyjmujecie przez wiarę
Nie może być w Was zamknięta
Miłość jako dobro powinna się rozlewać
Musi być przekazywana
Agape to umiłowany Mistrz żyjący w Was
Który przez Was i w Was chce kochać innych
Ludzie obdarzeni  agape 
Promieniują miłością bezinteresowną
Agape jest miłością nie tyle emocjonalną
Ile miłością woli która chce obdarzać dobrem
Bardzo ważne jest
Abyście tę miłość rozdawali
W cieple Waszego spojrzenia
W akceptacji i w podziwie
W stałym życzliwym przyjmowaniu drugiego człowieka
Metanoia tak metanoia
To całe Wasze pragnienie
Bycia wolnymi od złych zamiarów
I zaznania świętości Agape
To sens życia
Złoty punkt na horyzoncie
Ciągle daleko
Ale i blisko
Czas istnieje tylko w zegarku
A przestrzeń na mapie
Agape istnieje naprawdę
Tu i ciągle teraz
Że być szczęśliwym w życiu
To trwać w zgodzie
Z prawdą dobrem i pięknem
To klucz do zapełnienia
Przestrzeni wolności
Ale tylko przez nas samych
Zjednoczonych w miłości
Wyciągnijcie czyste dłonie
A zobaczycie to co najlepsze
Najprawdziwsze i najpiękniejsze
Wszystko AGAPELOGOS.



           
BIADOLENIE
W rzeczy samej
Nikt nie może nazywać biedaka łachmytą
A bogacza pasibrzuchem i złoczyńcą
Jeśli owi napełnieni są uczciwością
Sam możesz dokonać wyboru i żyć dowolnie
Obwieszony złotem albo bezdomny
Na nic Twoje jęki i biadolenie w bezczynności
Ciągle narzekasz i zerkasz na sąsiadów pole
Zazdrość mieszka w Twoim nieszczerym ciele
Nie czekaj na szczęścia los jak na kochankę z bajki
Szczęście to fuzja przygotowania ze sposobnością
Nie wylewaj łez rozpaczy nad swą nieudolnością
I nie patrz pożądliwie na snobistyczne błyskotki brata
W swojej egoistycznej próżności oszukujesz zmysły
Rozkosz kupujesz na zaspokojenie fantazji erotycznych
Oglądasz się za żoną przyjaciela obmacując ją wzrokiem
Patrzysz w lustro jakbyś erosa zobaczył
Radości swej tam nie znajdziesz i nie przyswoisz
Masz ją w sercu gotową do dzielenia się z innymi
Nie pięścią ale uczuciem zwyciężaj
Nie biadol i spróbuj podzielić się miłością
Wyznaczaj i zwyciężaj szlachetne cele
A sukcesy poniosą Cię na ramionach.
.
ROZKOSZ ZMYSŁÓW
Pragnę życia w spokoju i w zdrowiu
Pan odejmuje dni jak w klepsydrze czasu
Wszystko co było dotychczas
Spada w otchłań zapomnienia
Mówią że nadzieja rozkoszuje zmysły
Wabi jak motyla słodycz kwiatu
Oczekuję uznania i pochwał
Pytacie a na cóż ona Tobie
Ulecą jak zapach niezapominajek
Jaki sens nadaje mi splendoru
Czy jestem ważny dla milionów
Czy miłość można dotknąć i uznać za prawdziwą
Pytań jest wiele
Tylko kto na nie odpowie.


DEUM SEQUERE
Wytęż wzrok
Nastaw uszu
Rozchyl nozdrza
Otwórz serce
Czujesz
To On
Więc idź za nim
Nie odstawaj
Nie wyprzedzaj
Rozmawiaj
Pokazuj radość
I śpiewaj
Idź
Deum sequere.


FINEZJA ABSYNTU
Montmartre paryski Olimp
Z górującą bazyliką Sacre-Coeur
Gdzie trwa nieustanna adoracja wynagradzająca
To tu na pigallowym padole
Łączność ziemi z kosmosem
Nie ulega przerwaniu
Miłosierdzie nachyla się
Nad kłębowiskiem grzechu
Cóż to za magiczny świat
Rozsmakowany w urokach życia
I tak niepokojąco pokręcony
Upojny w rozwiązłe namiętności
Z tanimi prostytutkami
Wodzącymi na pokuszenie
Ze zwariowanym światem mamon i strachów
Conocnych targowisk seksu
I sprzedajnych golizn
Z mieszaniną zapachów
Zgniłego rynsztoku
Tytoniu i potu
Uryny i tanich perfum
A także dymiących kominów i absyntu
To artystyczne gniazdo
Utrilla i Toulouse-Leutreca
Corota i Van Gogha
Renoira i Picassa
To cudowne klimaty
Moulin Rouge i Folie Bergere
Z can canem i liliputami
To już minione czasy
To przeszłość Wzgórza Męczeństwa
Nikt nie zrozumie tego miejsca
Dopóki nie wstąpi do kawiarenki
Na placu Tertre
I nie napije się absyntu.


LUSTRO
Oznaki miłości
Powinny być czytelne
I jasne dla innych
Samotność gasi
Namiętny ogień
Patrzysz w lustro
Które wabi i zaprasza
Analizujesz ten obraz
Jesteś sam
Będąc ze sobą
W końcu
Wyznajesz miłość
Po latach
Zobaczysz tam
Tylko starca
Zgorzkniałego.


MRÓZ
Przeraźliwe zimno
Nawet jezioro zamarzło
Na śniegu blask księżyca
Na wzgórzu różaniec świateł domostw
Zmrożony wiatr smaga moje ciało
Lodowate są moje myśli i słowa
Dusza drży i woła o pomoc
Niech już tak zostanie
Aż nadejdzie gorąca miłość.



PORZUCONY PRZEZ MIŁOŚĆ 
Nie traktował jej serio
Biczował występkami
Obrażał kłamstwami
A teraz jest sam
Stoczył wiele walk
By wróciła
Bezskutecznie
Snuł się ulicami
Zaglądał do kieliszka
Mijały dni w rozmyślaniu
Był głupi
Stracił skarb
Zostały słodkie wspomnienia
Gorycz w duszy
I ciągły kac.


SUBTELNY PHILOS
Gwałtu Philos nie znosi
Bo i sam go nie zadaje
Jest subtelny i wrażliwy
Dotyka rzeczy pięknych i delikatnych
Ci którzy odnajdują w sobie Philos
Zwykle trwają w związku miłości po kres swych dni
Philos bowiem to nie tylko zrozumienie siebie
Ale też i zrozumienie innego


MAMIĄCY EROS
Eros jednak mami i pobudza pożądanie
Bowiem nie szuka zapachów natury
A łaknie tylko zapachu potu drugiego człowieka
I żeby go dostać oszukuje zmysły
Piękno jest mu w rzeczy samej obojętne
Staje się wówczas egoistyczny
Myśli tylko o sobie
Nie będąc już w stanie odróżnić dobra od zła
A tym samym dobrej od złej miłości
Eros pozbawiony rozumu ginie
Zostawiając blizny po ranach 
Eros rozżalony jest egoistyczny
Ale też i strachliwy
Boi się o utratę względów
Dlatego zazdrosny jest
O każdy gest i każde słowo.


WELFARE WORLD (świat dobrobytu)
Nędza jest głównym powodem wojen i rebelii
Nędza jest bratem analfabetyzmu
Który poddaje się wyrafinowanym dyktatom
Nędza napędza demografię i dobrobyt
Pieniądz rządzi światem
Tak biednymi
Którym go brak
Jak i bogatymi
Którzy są jego niewolnikami.

ROZDAWAJCIE NADZIEJĘ
Jest zawsze ktoś dla kogoś
A jeśli tak nie jest
To ten ktoś nie istnieje dla nas
Potrzebuje pomocy
Podarujcie mu nadzieję.


NIEPEWNOŚĆ
Niepewność oszukuje nasze życie
Czyni je iluzją pięknych dokonań
Dręczy i wabi urokami kosmicznej nieskończoności
Bawi się ludzką naiwnością i rozkoszą zmysłów
Dominuje w naszej świadomości i podświadomości
Daje nadzieję w harmonii z rachunkiem prawdopodobieństwa
Zwiastuje Absolut jako powszechny postulat
Tworzy Bosko-ludzki związek nienasycony
I miłość ascetoplatoniczną dwubiegunową
Z niepewności zrodziło się Genesis i Apokalipsa
Niepewność to kokon pewności końca ziemskiej przygody.

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW